Stellantis i JLR rozważają współpracę w USA

19

Stellantis żyje dzięki gromadzeniu partnerów. Podobnie jak karty kolekcjonerskie. Ich nowa potencjalna para? Jaguara Land Rovera.

Firmy właśnie ogłosiły plany zbadania możliwości wspólnej pracy nad samochodami i technologią w Ameryce. To jeszcze nie jest małżeństwo. Podpisali niewiążący protokół ustaleń.

Rozmycie to słowo klucz. Obie strony twierdzą, że chcą „zbadać synergie”. Mowa korporacyjna wskazująca na dialog. Nie potwierdzono żadnych konkretnych produktów. Żadna fabryka nie jest wymieniona. Nie zidentyfikowano żadnych platform. Ale nikt nie ogłasza „synergii” bez powodu.

Znaczące korzyści dla obu stron

Taka jest istota wniosku.

Globalna łamigłówka

Stellantis gra w szachy. Nie warcaby. Budują sojusze tam, gdzie są pieniądze.

W Europie i Chinach? Polegają na chińskich producentach. Nawet dzisiaj połączyli siły z Dongfengiem. Cel? Pojazdy elektryczne Voyah są montowane w cichej fabryce w Rennes we Francji. Pomaga to Dongfengowi uniknąć ceł UE. Dzięki temu rurociąg Stellantis będzie działał.

W sprawę zaangażowany jest także Jeep. Do 2027 roku z linii montażowych w Wuhan zjadą elektryczne Jeepy i Peugeoty. Dla Chin. Na eksport.

Kanada to inna historia. Fabryka Jeepa w Brampton jest nieczynna. Teraz krążą pogłoski, że Leapmotor może pomóc mu wrócić do biznesu. Kanada z radością wita chińskie inwestycje. USA? Bardziej.

W domu

Dlaczego więc JLR?

To bezpieczne. Dzielenie się kosztami dwóch zachodnich marek w USA nie budzi politycznych zdziwień. W przeciwieństwie do wprowadzania chińskich technologii do zachodnich fabryk.

Wyobraź sobie możliwości. Maserati na podwoziu Jaguara Type 01. Brzmi lepiej dla tradycyjnego entuzjasty niż baza JAC Maextro, prawda?

Czy Jeep i Land Rover mogą dzielić „szkielety” (platformy)? Może. Obaj mają niskie oceny J.D. Moc. Wspólne wysiłki mogą je podnieść. Albo utopić się jeszcze głębiej.

Drzwi są otwarte. Dialogi rozpoczną się teraz. To, co stanie się dalej, nie zostało jeszcze napisane.