Samochody, których nikt się nie spodziewał, ale które z jakiegoś powodu istnieją

4

Ferrari produkuje samochód na złe drogi.

Ryczy na pełnym V12. Jest wystarczająco szybki, aby przebić się przez Big Red, żądnego momentu obrotowego potwora z ruchomych wydm w Dubaju. Czekasz na pomoc ze strony układu kontroli trakcji. I słychać pisk Maranello. Wygląda na to, że wszystko jest nie tak. Firma, która ma obsesję na punkcie sprawiania, by jej samochody ślizgały się po chodniku z wdzięcznymi, niskimi nosami, nagle poświęca prześwit? To wygląda na zdradę praw fizyki. A jednak oto jest. Purosanga. To nie jest Jeep z II wojny światowej. To iPhone ubrany w płaszcz starej, miejskiej budki telefonicznej.

Rynek mówi. Jest kapryśny, głośny i często się myli.

Ale kiedy producenci słuchają, dzieją się dziwne rzeczy. Z linii montażowych, które wcześniej mogły produkować jedynie inteligentne „cegiełki” czy głośne rury wydechowe, pojawiają się niewyobrażalni potomkowie. Niektóre z nich są szokujące. Niektóre szybko ponoszą porażkę. Inne, ze szkodą dla wszelkich oczekiwań, stają się finansowym kołem zamachowym marki.

Oto co się stało.

Królewski SUV

Rolls-Royce Cullinan

Rolls-Royce próbował ubrać SUV-a w najlepszą wełnę.

W 2019 roku powiedzieliśmy: „Być może zmiany projektowe nie sprawdzają się na tę skalę”. A może po prostu byliśmy na to ślepi. Rynek wołał o wyżyny. Więc Rolls-Royce dał im SUV-a. Czy wygląda obco? Nie. Wczesne modele Rolls-Royce’a były niezawodne. Przetoczyli się przez pustynię arabską dzięki Lawrence’owi z Arabii. Podczas I wojny światowej przyjmowali kule jak opancerzone bestie. Cullinan to po prostu powrót do korzeni, choć z większą ilością chromu i mniejszymi rozpryskami błota.

Czy to wygląda niepokojąco? Tak. Bliska zażyłość rodzi pogardę. Lub miłość. Początkowo z reguły zaniedbywanie.

Mała legenda

Aston Martin Cygnet

Szaleństwo? Tak.

Nazwaliśmy to „jednym z najbardziej szalonych” startów stulecia. Technicznie ma to sens. Jeśli ukradniesz odwagę Toyocie iQ – a wraz z nią ducha trójkołowego Morgana – i umieścisz na wierzchu skrzydlate logo, otrzymasz Cygnet. Było to wynikiem halucynacyjnej rozmowy pomiędzy prezesami, która wydarzyła się przez przypadek.

Nie sprzedawało się dobrze. Kupujący nie chcieli pudełkowatego samochodu miejskiego z kompleksem wyższości. Potem zniknął. Teraz? Kolekcjonerzy go odkupują. Dobrze trzyma wartość. Irony to mocny środek smarny na rynku samochodów klasycznych.

Wilk w owczej skórze

Audi R8

Audi wpadło w złość.

A raczej radykalizują się. W 2006 roku otrzymaliśmy najbardziej nieoczekiwany samochód drogowy z Ingolstadt. Dlaczego? Ponieważ posiadali Lamborghini. Dlatego stworzyli Lamborghini. Ale oni zachowali spokój. Prowadziło się jak Audi. Jego dynamika sprawiała, że ​​flagowiec A8 sprawiał wrażenie łodzi. Był to wilk ubrany w cztery pierścienie i smoking. Rozrywkowy. Pikantny. Nieobliczalny.

Brzydka-kaczka

Toyota Yaris Verso

Funkcjonalny. Brzydki. Dyskretny sukces.

Wprowadzony na rynek w 1999 roku pojazd był minivanem wielkości supermini. To oksymoron dla miłośników designu. Ciało było obszerne i złe. „Równie brzydkie, jak i duże” – pisaliśmy. Ale układ siedzeń był wygodny. Cena była dobra. Ludzie przedkładali nośność nad estetykę. To trochę zaszkodziło ich wizerunkowi. Ale dostali miejsce. Czy to było zwycięstwo? Sporny. Sprzedawał metal.

“Najbardziej niesamowity samochód nie zawsze jest najszybszy. To taki, który łamie kody marki i żyje, by opowiedzieć historię.”

Hulajnoga elektryczna, która pożarła samochody

Renault Twizy

Zapytali, czy samochód musi być zamknięty.

Twizy odpowiedział: nie. Z tyłu dwa koła. Jedna kierownica z przodu. To jest elektryczne. Jest malutki. W niektórych miejscach wydaje się to nielegalne, ponieważ nie powinno istnieć na drogach przeznaczonych dla stalowych potworów. To nie jest SUV. To nie jest sedan. To bańka z pedałami, których nie używasz.

Renault stworzyło to w 2009 roku. Zanim Tesla stała się głównym nurtem. Przed szumem wokół pojazdów elektrycznych. To było dziwne. Pozostaje dziwne.

Teraz widujemy coraz więcej takich obcych. Marki uginają się do granic możliwości, a potem uświadamiają sobie, że nie są zepsute. Po prostu się pochylili. Następna niespodzianka? Być może będzie pochodzić od marki, która obiecała porzucić koła. Kto wie. Czekamy. Droga ciągle się zmienia. 🏎️