Vanquish nadal rządzi

29

Wierzcie lub nie, ale Aston Martin Vanquish skończył w zeszłym roku dwadzieścia pięć lat.

Dwadzieścia pięć.

W motoryzacji to wieczność. W tym czasie większość modeli „galperów” zwykle zamienia się w obiekty nostalgii. Nie ten. W czasach, gdy silniki są coraz mniejsze, a akumulatory coraz masywniejsze, Vanquish przetrwa. Pozostaje najjaśniejszym i najbardziej jednoznacznym stwierdzeniem, kim naprawdę jest Aston Martin.

Wszyscy mówią o V12. I tak, dwanaście cylindrów zasługuje na pochwałę. Ale spójrzmy na historię. V12 nie zawsze było duszą Astona. Wczesne modele z lat dwudziestych XX wieku jeździły na czworakach. Słynna seria DB z połowy stulecia opierała się na prostych szóstkach lub silnikach V8. Dopiero po przejęciu firmy przez Forda pod koniec lat dziewięćdziesiątych marka została zmuszona do podjęcia zdecydowanego zwrotu w stronę wizerunku V12, jaki znamy dzisiaj.

Silnik jest ważny. Ale design miał znaczenie jeszcze wcześniej.

Jeden szkic zmienia wszystko

Został narysowany przez Iana Calluma. Jeśli wiesz cokolwiek o projektowaniu samochodów, znasz tę nazwę. To on ukształtował wygląd Jaguara F-Type. Forda RS200. Samochody, które zapadają w pamięć. Ale przed tymi gigantami naszkicował koncepcję dwunastocylindrowego gran turismo.

Wszystko zaczęło się od koncepcji. Projekt Vantage’a.

„Mamy Projekt Vantage całkiem… gotowy na Detroit w 1998 roku”.

Bob Dover wydał Callumowi surowe rozkazy: spraw, aby było to wykonalne. Nie śnij. Stwórz maszynę, która istnieje. To ograniczenie uratowało projekt. Callum nie tracił czasu na rzeźbienie fantazji, które pozostały na papierze. Położył formularz. Czyste linie. Ostre skrzyżowania.

Celowo zachował kanciasty kształt.

„Pokusa jest zaokrąglić wszystko… ale jeśli tego nie zrobisz, rysunek stanie się silniejszy.”

Głównym atutem są nadkola tylne – ostro zarysowane, agresywne, przypominające DB4 Zagato. Jej przeznaczeniem było niemal zniknięcie.

Któregoś dnia Callum wszedł do sali z glinianym modelem. Spojrzał na drzwi. Nie podobała mu się lekka krzywizna. Wziął nóż modelarski. I wbij głęboko w glinę. Wyraźnie. Tuż wzdłuż szwu drzwi. Modelarz popatrzył na niego. Nazwał to szaleństwem.

Callum nie poddawał się. Zrób to jeszcze raz.

Silnik umieszczono daleko z tyłu, blisko przedniej osi. Taki rozkład masy zmienia charakter samochodu. Wyciąga kaptur. Kabina wydaje się mała. Zawieszony. Unosząc się nad mechanizmami.

Mniej hałasu, więcej sygnału

Bob Dover był wówczas gospodarzem programu. Pod okiem Jacques’a Nassera z Forda. Zwykle oznacza to komisje. Niekończące się prezentacje. Edycja dla samej edycji.

Tym razem – nie.

Odbyło się jedno spotkanie. Jedna recenzja. Jacques Nasser skinął głową w stronę samochodu. Wskazał na tylne światła. Poprosiłem ich o ich zmianę. Callum ich zmienił. Wszystko.

„To już koniec”.

Tylko. Skuteczny. Pozwól projektantowi poprowadzić proces.

Vanquish pojawił się w idealnym momencie. Na początku lat dziewięćdziesiątych marka walczyła o przetrwanie. Niskie wolumeny sprzedaży. Starzejący się skład. To był budzik. Samochód łączy w sobie aluminiowe nadwozie i automatyczną manualną skrzynię biegów z czystymi liniami GT. Powiedziała światu, że Ford mówił poważnie.

Ale w rzeczywistości pokazała przyszłość, jak powinna wyglądać.

DNA zostaje zachowane

Spójrz na nowoczesny DB9. Przewaga. Rapide. Nawet obecny Vanquish. Wszyscy noszą ubrania wykonane według projektów Calluma.

Formuła nigdy się nie zepsuła.

Długi nos. Kabina została przesunięta do tyłu. Ramiona są szersze i bardziej umięśnione.

Callum nazywa to uczciwym.

„Samochody sportowe to przesada. Dlatego istnieją.”

Podoba mu się sposób, w jaki kształt łączy pasażerów i maszyny w jedną zwartą całość. Linia jest tutaj. Dach jest tam. Bez zbędnych ruchów.

Zapytany, jak Vanquish wypada na tle swojego najlepszego dzieła, nie waha się.

Jest na top liście.

„Chciałbym, żeby inne moje samochody uderzały w ten sposób.”

Wyznaje. Późniejsze projekty, takie jak DB9, stały się bardziej miękkie. Specyfikacje techniczne wymagały „elegancji” i „miękkości”. Dał im to. Teraz spogląda wstecz i pragnie ponownie ostrych krawędzi Vanquisha.

Mamy już trzy pokolenia. Najnowsze odchodzą od jego pierwotnego, kanciastego szkicu. Stają się bardziej okrągłe. Gładsza.

Ale rdzeń pozostaje.

Dwadzieścia pięć lat później proporcje się utrzymują. Pozycja nie ulega zmianie. Być może dlatego, że kształt był zbyt prosty, aby był nieregularny.

Co o tym myślisz?

Nie chodzi tylko o ryk dwunastu cylindrów. To zniknie. Design przetrwał, ponieważ nie starał się zadowolić wszystkich. Po prostu istniał. Pikantny. Prawdziwy.

Widzimy to w każdym nowym Astonie. Być może dlatego, że nie znaleźliśmy nic lepszego.