Pułapka hybryd typu plug-in

21

Sylvia Barrett ma przekonujący argument.

Proponowane przez Partię Pracy opodatkowanie za milę opiera się na wygodnej fikcji. Kampania na rzecz lepszego transportu prezentuje bardziej trzeźwy pogląd: twierdzi, że sprawiedliwość wymaga stosowania technologii śledzenia, a nie domysłów.

Zgodnie z obecną propozycją właściciele hybrydowych pojazdów elektrycznych typu plug-in (PHEV) płaciliby 1,5 pensa za milę. Jest to dodatek do rocznego podatku drogowego. Stawka ta stanowi połowę kwoty, jaką płaciliby właściciele pojazdów w pełni elektrycznych (EV). Ministerstwo Skarbu popiera tę logikę. Zakłada się, że hybrydy oszczędzają paliwo w porównaniu z silnikami benzynowymi, a połowę dystansu pokonują na napędzie elektrycznym.

Jednak to założenie jest chwiejne.

A co jeśli kierowca korzysta tylko z trybu elektrycznego przez 20% czasu? W efekcie przepłaca podatek od pojazdów elektronicznych (eVED). Dlaczego? Bo pozostałe 80% podróży spędza na benzynie, za którą płaci już podatek paliwowy. Matematyka się nie zgadza. System karze rzeczywistość teoretycznymi średnimi.

Śledzenie prawdy

Rozwiązaniem jest branża motoryzacyjna. Telematyka.

Samochody są już w stanie dokładnie przesyłać przebieg do centralnego serwera. Nie ma potrzeby odwoływania się do przybliżonych szacunków rocznych. Nie trzeba czekać do końca roku, aby uregulować rachunek lub otrzymać zwrot nadpłaty.

„To zaleta systemu opartego na telematyki, ponieważ jest on dokładniejszy” – powiedział Barrett Auto Express podczas panelu parlamentarnego. Mówimy tu o precyzji. Płacisz tylko za faktycznie przejechane kilometry na napędzie elektrycznym. Reszta zostaje w Twojej kieszeni, bo koszt spalania benzyny pokrywa już podatek paliwowy.

Być może zastanawiasz się: czy wymaga to nowego sprzętu?

Nie. Każdy samochód sprzedawany jako nowy od 2018 roku jest wyposażony we wbudowaną kartę SIM i GPS zgodnie z wymogami prawa. Technologia już tu jest. Siedzą w desce rozdzielczej. Czekają na skrzydłach.

Przeszkodą nie jest inżynieria. To w psychologii.

Według badań EVA England „większość” kierowców pojazdów elektrycznych twierdzi, że chce sprawiedliwie płacić. Szlachetny impuls. Jednak tylko jedna czwarta obsługuje śledzenie telematyczne. Dominują obawy o prywatność. Ludzie nienawidzą pomysłu, że ich samochody zgłaszają się na serwer rządowy.

Problemy graniczne

Czasami dane o lokalizacji są właśnie tym, czego potrzebujesz.

Jeśli mieszkasz w pobliżu irlandzkiej granicy lub wyjeżdżasz za granicę do pracy, samodzielne zgłaszanie licznika kilometrów nie działa. Proste sprawdzenie przebiegu nie jest w stanie odróżnić dojazdu do Londynu od dojazdu do Dublina. Nie musisz płacić brytyjskiemu eVED za mile przejechane irlandzkimi drogami.

System obsługujący GPS może rozwiązać ten problem. Systemy samoraportujące nie mogą tego zrobić. To zbyt prymitywne narzędzia. Zbyt łatwo jest ich oszukać. Proponowany system zwrotów polega na wydawaniu kierowcom „kredytów” zamiast gotówki za nadpłaty. Jest to postrzegane jako kara i zachęca do oszustwa.

Cena opóźnienia

Rząd nie ma cierpliwości. Spadają wpływy z podatku paliwowego. Jeśli sytuacja się utrzyma, Ministerstwo Skarbu prognozuje deficyt w wysokości 12 miliardów funtów do 2030 roku.

eVED wydaje się złem koniecznym. Podwyżki podatków ukryte pod logiką zrównoważonego rozwoju.

EVA England uważa, że ​​proces ten przebiega zbyt szybko. Ich dyrektor generalna Vicki Edmons chce przesunąć datę rozpoczęcia z 2028 r. na 2030 r.

“Wzywamy do opóźnienia wdrożenia programu… przeglądu, tak aby kierowcy płacili na podstawie rzeczywistego wykorzystania, a nie szacunków. I wdrażali go jednocześnie ze środkami zmniejszającymi koszty ładowania.”

Dwa lata na naprawienie błędów. Aby uspokoić panikę związaną z prywatnością. Aby dowiedzieć się, jak pobierać opłaty od właścicieli samochodów hybrydowych, które w zasadzie to dwa silniki ukryte w jednym metalowym pudełku.

Zbliża się ostateczny termin. Urządzenia śledzące są już w samochodach. Musimy tylko zdecydować, kto uzyska dostęp do danych.

A kto ostatecznie zapłaci rachunki? 📉🚗